Forum
Wejdź na Forum

Rejestracja

Regulamin
Ogłoszenia
Zareklamuj się/Wymień bannerem
Liga Typera


Buttony




Witamy na forum sportowym eliteSPORTS.net
Dyskusje o sporcie, informacje o gwiazdach i klubach, nowości...Zapraszamy!

Sensacja....
Autor: Daniel G @ 2008-11-30, 10:33
Czy to na pewno był Ruch? Wisła pokonana na Śląskim.




Zespół z Krakowa jest w dołku, a niebiescy wykorzystali słabość rywala po mistrzowsku. - Pokonaliśmy Lecha, Wisłę. Z Legią też było blisko. Czołówka powinna się nas bać - odgrażał się szczęśliwy Tomasz Brzyski.

Na taki występ chorzowskich piłkarzy kibice Ruchu czekali od październikowego meczu z Lechem Poznań. Zwycięstwa nad faworytami do mistrzostwa Polski pokazują, że w niebieskiej drużynie tli się potencjał, który Ślązacy wykorzystują jednak wciąż zbyt rzadko. - Wygrana z Wisłą to fajna sprawa - nie zdarza się często i nie każdemu - cieszył się Grzegorz Baran.

Drugi rok z rzędu niebiescy kończą rundę jesienną na Stadionie Śląskim meczem z zespołem z Krakowa. W ubiegłym sezonie to była Cracovia, a teraz Wisła. - Nie mam nic przeciwko, żeby i wynik był taki sam - żartował przed meczem Janusz Paterman, sponsor i działacz niebieskich.

Cztery tygodnie temu, gdy Ruch pojechał do Krakowa, chorzowianie poddali się niemal bez walki. Trener Bogusław Pietrzak stwierdził nawet, że między 12. a 35 minutą jego drużyny nie było na boisku.

Przed rewanżem trener Pietrzak starał się wpoić swoim graczom trzy zasady. Po pierwsze nie spuszczać z oka Pawła Brożka. Po drugie nawet na chwilę nie tracić koncentracji przy stałych fragmentach gry. Po trzecie nie tracić prostych piłek przed własnym polem karnym.

Chorzowscy piłkarze szybko przekonali się, że wskazówki były trafione. Wystarczyło, że Rafał Grodzicki za słabo wybił piłkę sprzed własnej bramki, a Krzysztof Pilarz już musiał rzucać się pod nogi rozpędzonego Pawła Brożka. Brak dokładnego krycia przy rzucie rożnym skończył się tym, że Marcelo przestrzelił o centymetry. Do przerwy to były najgroźniejsze akcje mistrzów Polski, którzy rozgrywali piłkę zdecydowanie za wolno.

Trener Pietrzak na wspomnienie tych akcji - szczególnie zagrania Grodzickiego - tylko się uśmiechnął. - A mówię swoim piłkarzom - nie grajcie jak Real Madryt! Ale nie, oni czasami lubią sobie popodawać piłkę przed polem karnym - ocenił dobrotliwie.

Już w ataku Ruch postawił na prostotę - dwie, trzy wymiany piłki w środku pola i długie podanie do Marcina Zająca lub Remigiusz Jezierskiego. Napastnicy niebieskich nie potrafili jednak wykorzystać ani sprytu, ani swojej szybkości. Ruch zagrażał bramce Mariusza Pawełka tylko po strzałach z dystansu. Dodajmy, że niezbyt groźnych. - Muszą uwierzyć w swoje siły! Tak jak swego czasu inny Ruch, ten z Radzionkowa. Nikt na nich nie stawiał, a ograli Wisłę aż 4:1 - przypominał Damian Galeja, wychowanek chorzowskiego klubu, zawodnik drużyny z Radzionkowa, a dziś trener młodzieży w GKS-ie Tychy.

I Ruch uwierzył! Bliski szczęścia był już Zając, ale niestety jedną z wad piłkarza Ruchu jest to, że nie potrafi strzelać lewą nogą. Tydzień temu, gdy Ruch walczył o punkty z Legią, Zając miał świetną okazję, ale gdy prosiło się o uderzenie lewą on kropnął ile sił prawą. Z Wisłą sytuacja się powtórzyła.

Na szczęście dla Ruchu Michał Pulkowski strzela już obiema nogami. Na bramkę mocno zapracował Artur Sobiech, któremu chwilę wcześniej zabrakło metra wolnego miejsca by popisać się efektownymi nożycami. To zagranie tak jednak wystraszyło obrońców Wisły, że niemal wystawili piłkę Pulkowskiemu.

- Tylko nie róbcie ze mnie zbawiciela. To był prosty strzał z kilku metrów. Marzyłem o golu tydzień temu, gdy na Śląski przyjechała Legia [Pulkowski jest warszawiakiem - przyp. red.], cóż, udało się z Wisłą - mówił Pulkowski, który chwilę po zdobyciu bramki rozbujał kołyskę dla nowo narodzonego syna Marcina Nowackiego (nie grał z powodu kontuzji).

- Ten gol jest dla mnie niczym wisienka na torcie, który niestety okazał się zakalcem. To nie była dla mnie dobra runda. Nie grałem dużo, nie grałem też skutecznie. Czytałem w prasie jak dziennikarze wypominają zmarnowane okazje Piotrkowi Ćwielongowi. A ja co mam powiedzieć? Tylko w meczu z Górnikiem Zabrze zmarnowałem trzy doskonałe okazje - wspominał Pulkowski.

Chwilę po zdobyciu bramki Ruch mógł podwyższyć prowadzenie! Naciskany przez obrońcę Sobiech przestrzelił jednak z kilku metrów. - No, niewiele brakło. Myślę jednak, że moja zmiana nie była zła. Po takim meczu, takiej wygranej to aż się trenować chce - ocenił młody napastnik.

Ruch Chorzów - Wisła Kraków 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Pulkowski (79.)

Ruch: Pilarz - Jakubowski, Grodzicki, Sadlok, Nykiel - Grzyb, Baran, Scherfchen (71. Pulkowski), Brzyski Ż- Jezierski (74. Sobiech), Zając

Wisła: Pawełek - Singlar, Marcelo, Cleber, Piotr Brożek - Łobodziński (61. Boguski), Diaz (79. Niedzielan), Cantoro, Zieńczuk (61. Jirsak)- Paweł Brożek, Małecki.

Sędziował: Zdzisław Bakaluk (Warszawa). Widzów: 8000.

Zdaniem trenerów

Maciej Skorża (Wisła): Wracamy bez punktów. To dla nas bardzo trudna sytuacja. Mieliśmy za mało atutów w ofensywie by zdobyć bramkę. Nawet jedną bramkę. W obronie przytrafił nam się jeden poważny błąd i rywal to wykorzystał. Zagraliśmy bez trzech podstawowych, ważnych piłkarzy [Głowacki, Baszczyński, Sobolewski - przyp.red.] i to niestety było widać.

Bogusław Pietrzak (Ruch): Nie było to wielkie widowisko, ale emocji dużo. Okazało się, że można zagrać lepiej niż w pierwszym meczu w Krakowie, że można wyeliminować żądła rywala, stworzyć sobie dobrą sytuację i ją wykorzystać. Ogrom sił kosztował nas ten mecz, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Wprowadzając do gry Pulkowskiego liczyłem, że uspokoi grę w pomocy - Maciej Scherfchen oddychał już rękawkami - i pomoże drużynie w ataku. Nie zawiodłem się. Spojrzeliśmy w szatni na statystyki. Osiem strzałów, trzy celne. Zaczęliśmy żartować - czy to na pewno był Ruch?



Rozmowy pod szatnią


Krzysztof Pilarz (Ruch): Kiedy ja ostatni raz wygrałem z Wisłą? Chyba nigdy! Może jakiś remis? Widać, że Wisła jest ostatnio w lekkim dołku. Piłkarze z Krakowa na pewno też czuli w nogach ciężkie mecze we Wrocławiu i w Pucharze Ekstraklasy. To jednak nie nasz problem. Zagraliśmy dobre spotkanie. Najtrudniejsza interwencja? Chyba po strzale Cantoro. Byłem zasłonięty i zobaczyłem piłkę w ostatniej chwili.

Rafał Boguski (Wisła): Druga kolejna ligowa porażka to żadna przyjemność. Myśleliśmy, że potrafimy wyciągnąć wnioski z ostatniego spotkania we Wrocławiu, ale znowu zostajemy z niczym. Nawet nie do końca potrafię zrozumieć dlaczego tak się stało. Niby atakujemy, niby mamy piłkę, ale efektów nie widać.

Michał Pulkowski (Ruch): Zwycięstwo z Wisłą cieszy podwójne! To się nie zdarza często. Dla mnie to powtórka po dwóch latach, gdy ograliśmy Wisłę w Pucharze Polski. W lidze grałem z nimi trzy razy i nawet gola im nie strzeliliśmy. Ważne są też trzy punkty, ponieważ w przypadku porażki mogłoby nas minąć kilka drużyn i ciężko byłoby się wygrzebać ze środka pola. Gramy w koszulkach z logo Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ale do gry jak orkiestra jeszcze nam daleko. Mamy jednak teraz dwa serca , które prowadzą nas do zwycięstw.


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Cracovia 2-0 Jagiellonia
Autor: Daniel G @ 2008-11-29, 19:02
Cracovia wygrywa i od razu szykuje transfer...




Cracovia na własnym stadionie wygrała po raz pierwszy od trzech i pół miesiąca. Obie bramki strzelił Dariusz Pawlusiński, a Jagiellonia kończyła spotkanie w dziewięciu. Po meczu Janusz Filipiak, prezes Cracovii zdradził, że klub chce pozyskać napastnika Bartosza Ślusarskiego.

Od początku zaatakowała Jagiellonia. Goście zmarnowali jednak dwie okazje, a po 35 minutach przegrywali. Sławomir Szeliga zagrał do Dariusza Pawlusińskiego, ten źle tarfił w piłkę, co zupełnie zmylił bramkarza Piotra Lecha i piłka ugrzęzła w siatce. - Pierwsza groźna akcja i od razu gol - kręcił głową Michał Probierz, trener Jagiellonii.

Po przerwu znowu zaatakowali goście, ale szans na wyrównianie pozbawił ich... Dariusz Łatka. Sędzia uznał, że obrońca Jagiellonii zagrał piłkę ręką i dostał drugą żółtą kartkę. Chwilę później gospodarze wyprowadzili szybką kontrę i było po meczu. Drugi raz do siatki trafił Pawlusiński, który w sytuacji sam na sam pokonał Lecha. - Gdy Cracovia grała z przewagą jednego zawodnika, to jeszcze miałem nadzieję, że coś się uda zrobić. Druga czerwona kartka była jednak dla nas dużo gorsza - przyznał Probierz.

Z boiska za bezmyślne zagranie został wyrzucony Ensar Arifović. Napastnik Jagiellonii najpierw kopnął piłką w jednego z trenerów Cracovii, a chwilę później popchnął Igora Nagrabę, kierownika gospodarzy. - Skomentuję tę sytuację dopiero wtedy, gdy obejrzą ją na powtórkach - zaznaczył Probierz.

Po tej sytuacji jego podopieczni mieli już serdecznie dość meczu i tylko czekali na końcowy gwizdek. Z kolei Cracovia miała dwie sytaucje sam na sam, ale napastnicy strzelali prosto w bramkarza.

Po 30. minutach gry Artur Płatek ściągnął z boiska Kamila Witkowskiego. Napastnik Cracovii od razu zszedł do szatni i nie podał nawet ręki szkoleniowcowi. - Porozmawiamy o tej sytuacji - uciął Płatek

Po spotkaniu prezes Janusz Fipiak przyznał, że Cracovia chce pozyskać Bartosza Ślusarskiego, napastnika Sheffield Wednesday (zaplecze angielskiej Premier League). - Przyjęliśmy ofertę menedżera i teraz ruch jest po stronie piłkarza - zaznaczył Filipiak. Ślusarki grał m.in. w Lechu Poznań, Widzewie Łódź i Groclinie Grodzisk Wlk. Na koncie ma dwa Puchary Polski. W sierpniu 2007 roku wyjechał do Anglii, ale furory tam nie zrobił.

W klubie rozmawiamy o różnych zawodnikach i akurat trafiliśmy na Ślusarskiego. Ale z tego co wiem, to Jagiellonia też go chce - uśmiechał się Płatek.

Probierz: Skoro trener to wie...


Cracovia Kraków 2-0 Jagiellonia Białystok
Bramki: Pawlusiński (35., 62.)

Cracovia: Cabaj - Kulig, Karwan, Polczak, Wasiluk Ż - Pawlusiński, Szeliga (64. Baran, 84. Krzywicki), Nowak, Kłus - Moskała Ż, CZ, Witkowski (37. Klich Ż).

Jagiellonia: Lech - Lewczuk (85. Thiago), Skerla, Stano, Łatka - Renusz (66. Kojasević), Hermes Ż, Zawistowski Ż, Jarecki, Matuszek (76. Pacan) - Arifović


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Skandaliczne zachowanie kibiców...
Autor: Daniel G @ 2008-11-29, 15:22
Skandaliczne zachowanie kibiców Wisły na meczu derbowym!



W trakcie środowych derbów Krakowa w Pucharze Ekstraklasy kibole Wisły wysyłali do pieca znoszonego z boiska piłkarza Cracovii. Później było jeszcze gorzej. Po spotkaniu piłkarze mistrzów Polski intonowali: Zawsze nad wami, kibole kończyli Pie....i Żydami, a zawodnicy bili brawo. I tak kilka razy.




Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Kasperczak broni Tomasza Hajte...
Autor: Daniel G @ 2008-11-29, 15:03
Kasperczak: Hajty nie wolno ruszać...




Górnik Zabrze jest na dnie tabeli ekstraklasy, a Tomasz Hajto, po kolejnej w tym sezonie kartce wylądował na dywaniku u prezesa. Henryk Kasperczak uważa jednak, że Hajto to wciąż czołowy piłkarz Górnika. - Tomka bardzo cenię i twierdzę, że jego nie wolno ruszać - mówi trener w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

Kasperczak miał stworzyć w Górniku nową jakość i walczyć o miejsce w europejskich pucharach. Na razie jednak musi się martwić o utrzymanie w ekstraklasie, bo po 15. kolejkach zabrzanie zajmują ostatnie miejsce w tabeli. Kasperczak uważa jednak, że zespół gra dobrze. - Jaka jest różnica między Górnikiem a Polonią Warszawa? Jedyna różnica to punktowa zdobycz. My naprawdę nie gramy źle - tłumaczy trener. - Nasze błędy indywidualne i bardzo marna skuteczność w ofensywie to dwa główne grzechy Górnika.
Jednym z najbardziej krytykowanych piłkarzy Górnika jest ostatnio Tomasz Hajto. W Zabrzu jest tak, że jak młodzi w Górniku kopną piłkę, to nie patrzą na trenera, tylko myślą, co powie Hajto - mówił niedawno Jan Tomaszewski. Kasperczak broni piłkarza. - Tomka bardzo cenię i twierdzę, że jego nie wolno ruszać. Jest zasłużony, dużo zrobił dla piłki. Poza tym angażuje się i jest z zespołem na dobre i na złe - mówi. - Jakbym miał jedenastu takich Tomków, to bym walczył o tytuł mistrza Polski.

Kasperczak skomentował też doniesienia, że zimą Górnik wzmocnią piłkarze, których Kasperczak prowadził w Wiśle Kraków, m.in. Damian Gorawski, Maciej Żurawski, czy Marcin Baszczyński. - Szukam dobrych zawodników. Jeśli oni będą chętni i wolni, to kto wie?


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

PŚ w Kuusamo: Justyna Kowalczyk na podium!
Autor: Daniel G @ 2008-11-29, 14:48
PŚ w Kuusamo: Justyna Kowalczyk na podium!




Justyna Kowalczyk, nasza najlepsza biegaczka narciarska, zajęła trzecie miejsce w finałowej rywalizacji sprintu (1,2 km techniką klasyczną) podczas zawodów Pucharu Świata w biegach narciarskich w fińskim Kuusamo. Pierwotnie Polka została sklasyfikowana na drugiej pozycji, ale po odczytaniu zapisu fotokomórki sędziowie uznali, że minimalnie szybsza była Szwedka Lina Andersson.
Dla Kowalczyk to dziewiąte miejsce na podium w karierze i drugie w sprincie.


W zawodach triumfowała Słowenka Petra Majdic, która wyprzedziła Szwedkę Linę Andersson.
Polka w swoim półfinale zajęła trzecie miejsce i do finału awansowała z czasem. W ćwierćfinale Kowalczyk zajęła drugie miejsce, ustępując Austriaczce Katerinie Smutnej. Polka do ćwierćfinałów zakwalifikowała się z piątym czasem eliminacji.

Nasza zawodniczka w kwalifikacjach na dystansie 1,2 km techniką klasyczną straciła 3,06 s. do potężnie zbudowanej Słowenki Petry Majdic. Przed Polką znalazły się jeszcze: Finki Virpi Kuitunen i Aino Kaisa Saarinen oraz Słowaczka Alena Prochazkova.

Na liście startowej zabrakło nazwiska liderki klasyfikacji generalnej PŚ - Szwedki Charlotte Kalli. Dlatego też na pierwsze miejsce wskoczyła Majdic, zaś Kowalczyk awansowała z 7. na 5. lokatę.

W niedzielę w Kuusamo odbędzie się bieg na 10 km techniką klasyczną.

Sztuka awansu do najlepszej 30 nie udała się dwóm pozostałym naszym zawodniczkom. Sylwia Jaśkowiec była 54., a Kornelia Marek 65. w gronie 75 zawodniczek.

Ich los podzielili Janusz Krężelok i Maciej Kreczmer.

Krężelok uzyskał czas 3.06,96 i zajął 47. miejsce, a Maciej Kreczmer (3.10,25) został sklasyfikowany na 64. pozycji. Najlepszy w eliminacjach, które wyłoniły finałową trzydziestkę, był Fin Kalle Lassila - 2.58,25.

Rywalizacja mężczyzn zakończyła się potrójnym sukcesem Norwegów. Zwyciężył Ola Vigen Hattestad, wyprzedzając Tore Arne Hetlanda i Johna Kristiana Dahla.

Wyniki:

Kobiety

Finał A:

1. Petra Majdic (Słowenia)
2. Lina Andersson (Szwecja)
3. Justyna Kowalczyk (Polska)
4. Alena Prochazkova (Słowacja)
5. Aino Kiasa Saarinen (Finlandia)
6. Virpi Kuitunen (Finlandia)

Finał B:

7. Katerina Smutna (Austria)
8. Pirjo Muranen (Finlandia)
9. Ida Ingemarsdotter (Szwecja)
10. Jelena Turyszewa (Rosja)
11. Manuela Henkel (Niemcy)
12. Jewgienia Szapowałowa (Rosja)


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Legia wygrywa 3:2 w Gdańsku
Autor: Daniel G @ 2008-11-29, 14:40
Legia wygrywa 3:2 w Gdańsku!




Po dramatycznym spotkaniu Legia wygrała w Gdańsku i co najmniej do soboty jest nowym liderem ligi. - W takich meczach zdobywa się najważniejsze punkty - stwierdził Aleksandar Vuković

W takich to znaczy z niżej notowanymi, mocno umotywowanymi przeciwnikami, bo jak się powszechnie twierdzi nie po wygranych z potentatami sięga się po mistrzostwo. I Legia swoje zrobiła, choć z problemami.

Bardzo jej w tym pomógł Takesure Chinyama. Napastnik z Zimbabwe dwukrotnie celnie uderzył głową (ma już cztery takie bramki w sezonie, choć zdaniem trenera Jana Urbana słabo radzi sobie w powietrzu). Doszedł już do liczby 29 w polskiej ekstraklasie, co w ciągu dwóch i pół sezonu wyprowadziło go na samodzielne trzecie miejsce w osobnej klasyfikacji dla obcokrajowców.

Zanim jednak błysnął Chinyama i wreszcie - pod tygodniach słabej gry - swoje sztuczki zademonstrował Roger Guerreiro - było 1:0 po sprytnym rzucie rożnym Macieja Iwańskiego i samobójczym strzale Rafała Kosznika (w międzyczasie piłkę trącił Roger i on ma asystę).

A kiedy po rogu Rogera z drugiej strony boiska i główce Macieja Rybusa piłka trafiła w słupek, dominacja Legii nie podlegała dyskusji. Poza tym w trzech tegorocznych meczach Lechia nie strzeliła legionistom gola, więc nie było powodów do obaw.

Aż tu nagle... W 21. minucie dał się we znaki brak kontuzjowanego Dicksona Choto. Wojciech Szala nie zareagował, gdy z piłką okręcił się w polu karnym Paweł Buzała, a Jan Mucha wyjątkowo nie błysnął i było 1:1.

Tego goście się nie spodziewali, ale ponieważ mieli Chinyamę, to jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie, a po przerwie nawet je podwyższyli.

I to miało być na tyle, gdy tym razem to drużyna Urbana dała się zaskoczyć po rzucie rożnym. 3:2 to był wynik na tyle niepewny, że gospodarze, zagrzewani przez swojego trenera, a przez lata piłkarza i trenera Legii Jacka Zielińskiego, do końca walczyli o remis.

Sędzia przedłużył mecz o cztery minuty, ale wynik już się nie zmienił. Legia jest znowu liderem, choć długo pewnie nie będzie. W weekend grają jeszcze rywale - Wisła, Lech i przede wszystkim Polonia, która nie dość, że do tej pory była lepsza o punkt to jeszcze u siebie gości Arkę Gdynia.

- Po meczu z Ruchem chyba na dobre przełamaliśmy kompleks wyjazdów. Do utraty drugiej bramki kontrolowaliśmy spotkanie. Czasem jest tak, że gdy bardzo chce się wygrać, to próbuje się dowieźć wynik i wkrada się zdenerwowanie. Na szczęście dobrze się broniliśmy - mówił Vuković, który stwierdził, że prawdopodobnie było to jego ostatnie wyjazdowe spotkanie dla Legii (już dawno zapowiedział odejście z klubu, choć ostatnio zaczął się wahać).

- Przy stanie 3:1 wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty, ale popełniliśmy błąd i zrobiło się 3:2. Potem nawet Lechia wyprowadziła kontrę pięciu na dwóch - na takie sytuacje nie możemy sobie pozwalać. Dziś po stałych fragmentach gry stworzyliśmy dużo groźnych sytuacji i zdobyliśmy gole. To cieszy. Choć Lechia też nam strzeliła gola po rogu - stwierdził trener Urban.

Składy :

Lechia: Bąk - Starosta, Manuszewski, Wołąkiewicz, Kosznik Ż - Kaczmarek Ż, Piątek (73. Miklosik), Trałka, Rogalski (46. Wiśniewski) - Kowalczyk, Buzała

Legia: Mucha - Rzeźniczak Ż (90. Kiełbowicz), Szala, Astiz, Wawrzyniak - Radović Ż (87. Rocki), Vuković, Iwański, Roger, Rybus - Chinyama (69. Arruabarena)

Widzów: 7 tys.

Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Ekstraklasa: początek piłkarskiej "wiosny"
Autor: Daniel G @ 2008-11-28, 21:10
Ekstraklasa: początek piłkarskiej wiosny, Bełchatów dogonił lidera!




W spotkaniu otwierającym 16. kolejkę Ekstraklasy PGE GKS Bełchatów pokonał Górnika Zabrze 1:0 (0:0). Dzięki wygranej bełchatowianie mają tyle samo punktów, co przewodząca w tabeli Polonia Warszawa.

Przed spotkaniem w Bełchatowie wszyscy zadawali sobie pytanie czy Górnik przełamie w końcu swoją fatalną passę i czy strzeli swoją pierwszą bramkę na wyjeździe. Z kolei bełchatowianie przystępowali do meczu z teoretyczną szansą objęcia fotela lidera. Musieliby jednak, pokonać zabrzan różnicą dziewięciu bramek.

Goście rozpoczęli spotkanie dość ofensywnie zamykając momentami bełchatowian w okolicy własnego pola karnego. Górnicy kilkakrotnie zagrozili bramce strzeżonej przez Krzysztofa Kozika lecz Grzegorz Bonin z Jerzym Brzęczkiem nie wykorzystali świetnych okazji do objęcia prowadzenia.

Sił Górnikowi starczyło zaledwie na 20 początkowych minut pierwszej połowy. Z czasem gospodarze przejęli inicjatywę i w polu karnym gości co rusz robiło się gorąco.

Z każdą upływającą minutą przewaga gospodarzy stawała się coraz większa i wydawało się, że bramka musi wkrótce wpaść, jednak ani człowiek o najbardziej piłkarskim nazwisku w Ekstraklasie Janusz Gol, który trafił piłką w poprzeczkę, ani Dawid Nowak nie potrafili pokonać Sebastiana Nowaka i wynik wciąż nie ulegał zmianie.

Bełchatowianie postawili na atak do tego stopnia, że zapomnieli nawet o obronie, co mogło skończyć się utratą bramki. Goście na sześć minut przed końcem pierwszej połowy przeprowadzili dwie akcje, które powinny skończyć się bramkami lecz kapitan Górnika Jerzy Brzęczek i Marcin Wodecki nie potrafili pokonać Kozika.

W czasie przerwy bełchatowianie musieli usłyszeć kilka ostrych słów od swojego trenera Pawła Janasa, gdyż na drugą połowę wyszli całkowicie odmienieni. Na bramkę Górnika raz za razem sunęły szybkie ataki, które zakończyły się pierwszą bramką dla gospodarzy.

W 63. minucie gry na bramkę Górnika poszła szybka kontra, Łukasz Garguła fantastycznie zacentrował do Piotr Kuklisa, który strzałem bezpośrednio z powietrza umieścił piłkę w bramce Górnika.

Stracona bramka wyraźnie rozbiła zabrzan, gdyż już po niespełna minucie Garguła stanął przed szansą na podwyższenie prowadzenia lecz po jego strzale futbolówka przeszła tuż nad bramką Górnika.

Górnik w drugiej połowie ocknął się dopiero na kwadrans przed końcem, jednak nie na tyle, aby stworzyć groźną sytuację pod bramką gospodarzy.

Ostatecznie gospodarze zrealizowali swój plan minimum i dowieźli minimalne zwycięstwo do końca spotkania inkasując trzy punkty. Górnik, który nie odstawał od gospodarzy, pomimo kilku bramkowych sytuacji przedłużył swoją fatalną passę i pozostanie na ostatnim miejscu w tabeli.

Po meczu powiedzieli:

Trener Górnika, Henryk Kasperczak: - Powiem krótko. Popełniony błąd przy bramce i nieskuteczność ofensywna. To się powtórzyło. Jest niesprawiedliwość w piłce. Straciliśmy gola i wyjeżdżamy bez punktów. Jeżeli chodzi o prasowe informacje dotyczące zmian w Górniku, to proszę się zgłosić do autora artykułu. Być może któryś z wymienianych w prasie piłkarzy trafi do Górnika, jednak na razie są bardzo daleko od naszej drużyny, bo ja z nimi nie rozmawiam. W sprawach kadrowych mogę dzisiaj powiedzieć tylko tyle, że zmiany na pewno będą.

Szkoleniowiec GKS, Paweł Janas: - Był to dla nas bardzo trudny mecz, bo Górnik postawił nam wysoko poprzeczkę. Przed przerwą nie graliśmy nic, po przerwie było trochę lepiej. Teraz musimy wytrzymać jeszcze tydzień i przeżyć ostatni mecz. Zmiana Kuklisa była przygotowana jeszcze przy stanie 0:0, jednak Costly był tak zaskoczony tym, że ma wejść na boisko, że przebierał się z piętnaście minut. Tak mnie tym drażnił, że mało brakowało, a wcale by nie wszedł na boisko.

GKS Bełchatów - Górnik Zabrze 1:0 (0:0)
Bramka: Piotr Kuklis (63)
Żółte kartki: Dariusz Kołodziej, Grzegorz Bonin (obaj Górnik)
Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk).
Widzów 2 000.


PGE GKS Bełchatów: Krzysztof Kozik - Tomasz Jarzębowski, Marcin Drzymont, Dariusz Pietrasiak, Edward Cecot - Piotr Kuklis (67. Carlos Costly Molina), Janusz Gol, Patryk Rachwał, Łukasz Garguła (90+2. Paweł Adamiec), Dawid Nowak (87. Mateusz Cetnarski) - Mariusz Ujek.

Górnik Zabrze: Sebastian Nowak - Grzegorz Bonin (82. Mariusz Gancarczyk), Maris Smirnovs, Michał Pazdan, Mariusz Magiera - Tomasz Zahorski, Adam Danch, Jerzy Brzęczek (80. Piotr Malinowski), Dariusz Kołodziej, Marcin Wodecki (71. Piotr Madejski) - Przemysław Pitry.


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Anelka podany do sądu
Autor: M@$SA @ 2008-11-28, 13:27
Anelka stanie przed sądem

Bolton Wanderers pozwał swojego byłego piłkarza Nicolasa Anelkę do sądu - informuje dziennik Daily Telegraph.

Angielski klub żąda odszkodowania od gracza Chelsea i firmy reprezentującej jego interesy Kalives Commercial Limited za naruszenie prawa do wizerunku piłkarza oraz niedopełnienie warunków umowy. Nie wiadomo o jaka kwotę dokładnie chodzi, ale według informacji dziennika jest to kwota znacząca.

Anelka będzie miał dwa tygodnie od otrzymania pozwu na przygotowanie obrony.

Francuz był zawodnikiem Boltonu w latach 2006 - 2008. W 53 meczach zdobył dla Kłusaków 21 bramek.

źródło:interia.pl


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Anelka stanie przed sądem
Autor: M@$SA @ 2008-11-28, 13:25
Anelka stanie przed sądem

Bolton Wanderers pozwał swojego byłego piłkarza Nicolasa Anelkę do sądu - informuje dziennik Daily Telegraph.

Angielski klub żąda odszkodowania od gracza Chelsea i firmy reprezentującej jego interesy Kalives Commercial Limited za naruszenie prawa do wizerunku piłkarza oraz niedopełnienie warunków umowy. Nie wiadomo o jaka kwotę dokładnie chodzi, ale według informacji dziennika jest to kwota znacząca.

Anelka będzie miał dwa tygodnie od otrzymania pozwu na przygotowanie obrony.

Francuz był zawodnikiem Boltonu w latach 2006 - 2008. W 53 meczach zdobył dla Kłusaków 21 bramek.

źródło:interia.pl


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

PE: emocjonujące derby, Wisła znów "czerwona"
Autor: Daniel G @ 2008-11-26, 19:49
PE: emocjonujące derby, Wisła znów czerwona




178. derby Krakowa pomiędzy Cracovią i Wisłą, rozegrane w ramach ostatniej kolejki zmagań w grupie A Pucharu Ekstraklasy, zakończyły się remisem 0:0. Mistrzowie Polski kończyli mecz, po raz drugi w odstępie trzech dni, w 9, gdyż dwóch zawodników wyleciało z boiska po obejrzeniu czerwonych kartek. W drugim spotkaniu tej grupy Śląsk przegrał z Piastem 1:2 i wyniki te dały awans do ćwierćfinału PE wrocławianiom i gliwiczanom.

Derby Krakowa były, jak przystało na spotkania pomiędzy odwiecznymi rywalami, zacięte. Wielkiej piłki pod Wawelem nie było, ale ambicji piłkarzom obu drużyn odmówić nie sposób.

Zarówno Cracovia, jak i Wisła zagrały w rezerwowych składach. Sytuacji pod bramkami Sławomira Olszewskiego i Marcina Juszczyka było niewiele, w nadmiarze była za to walka.

W jej ferworze dwóch piłkarzy Wisły opuściło murawę stadionu przy ulicy Kałuży przed końcowym gwizdkiem sędziego. Najpierw, w 64. minucie, mający na swoim koncie żółtko Cleber brutalnie sfaulował Bartłomieja Dudzica i ujrzał drugą żółtą, a w efekcie czerwoną kartkę. Cztery minuty później jeszcze brutalniej Macieja Łuczaka zaatakował Patryk Małecki i on także wyleciał z boiska.

Wisła kończyła zatem mecz w 9 po raz drugi w odstępie trzech dni. W niedzielę, we Wrocławiu, podopieczni Macieja Skorży, musieli sobie radzić bez Radosława Sobolewskiego i Marcina Baszczyńskiego.

Ponieważ we Wrocławiu Śląsk uległ Piastowi 1:2, wynik z Krakowa nie miał żadnego znaczenia w kontekście awansu do ćwierćfinału PE. Beniaminkowie ekstraklasy okazali się zatem lepsi od obu krakowskich drużyn.


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Zapowiedz
Autor: Daniel G @ 2008-11-26, 19:47
Zapowiedz Środowych meczy Ligi Mistrzów!




W środę odbędzie się osiem spotkań piątej kolejki piłkarskiej Ligi Mistrzów. Do tej pory awans do czołowej szesnastki rozgrywek zapewniło sobie dziesięć zespołów.



Wszystkie cztery kluby mają szansę na awans w grupie A, gdzie rywalizacja jest najbardziej wyrównana spośród wszystkich grup. W środę rumuński CFR Cluj (4 pkt.) podejmie Romę (6 pkt.), którą pokonał 2:1 na Stadio Olimpico. Z kolei w Bordeaux (6 pkt.) Żyrondyści zmierzą się z prowadzącą w tabeli Chelsea Londyn (7 pkt.), a w ekipie ze stolicy Anglii zabraknie pauzującego za kartki Portugalczyka Deco.

Do sensacyjnego rozstrzygnięcia może dojść w grupie B. Jeżeli Panathinaikos Ateny przegra w Mediolanie z Interem, a Anorthosis Famagusta pokona na własnym terenie pozostający bez zwycięstwa Werder Brema, to mistrzowie Cypru - z Łukaszem Sosinem - w debiucie w LM awansują do kolejnej fazy rozgrywek.
W grupie C najważniejsze rozstrzygnięcia już zapadły - Barcelona i Sporting Lizbona zapewniły sobie miejsce w gronie 16 najlepszych klubów Europy. W środę zagrają w stolicy Portugalii o prestiż i pieniądze uzależnione od liczby zdobytych punktów. Duma Katalonii nie przegrała od dziesięciu meczów, a serię dziewięciu wygranych z rzędu zakończył w niedzielę remis ligowy z Getafe.

Szachtarowi Donieck (Mariusz Lewandowski) i FC Basel pozostała walka o trzecie miejsce w tabeli, premiowane grą w Pucharze UEFA. W lepszej sytuacji jest zespół ukraiński, który ma w dorobku trzy punkty, przy jednym zdobytym dotąd przez mistrza Szwajcarii. Wśród gospodarzy zabraknie jednak w środę zawieszonego za kartki Brazylijczyka Brandao.

W grupie D jednego punktu brakuje do awansu Atletico Madryt i Liverpoolowi. W najbliższej kolejce obie drużyny zagrają na własnych obiektach, przy czym zespół ze stolicy Hiszpanii w meczu z PSV Eindhoven będzie pozbawiony wsparcia kibiców, gdyż zgodnie z decyzją UEFA, którą w zeszłym tygodniu podtrzymał Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu, musi rozegrać jeden mecz na stadionie im. Vicente Calderona bez udziału publiczności. To kara za niewłaściwe zachowanie kibiców podczas spotkania z Olympique Marsylia.


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Kubica w McLaren'ie?
Autor: M@$SA @ 2008-11-26, 12:11
McLaren pyta o Kubicę



PRZEGLĄD PRASY. Czy w sezonie 2010 Robert Kubica wystartuje u boku Lewisa Hamilotna? Brytyjski zespół rozmawiał z menedżerem Polaka - informuje Przegląd Sportowy.

Sezon 2008 skończył się miesiąc temu, ale słychać spekulacje na temat przyszłości Kubicy. Według brytyjskiego tygodnika Autosport szefowie McLarena zwrócili się nawet do Daniele Morelliego (menedżer Kubicy) z oficjalnym zapytaniem, czy jego zawodnik będzie wolny po sezonie 2009.

Krakowianin za rok będzie mógł swobodnie zmienić zespół, gdyż przedłużył kontrakt z BMW tylko o sezon. Tygodnik nazwał Polaka trybem zbuntowanym przeciw maszynie.

Przejście do brytyjskiego teamu byłoby jednak ogromnym ryzykiem, gdyż numerem 1 w McLarenie jest Lewis Hamilton. W sezonie 2007 Fernando Alonso przekonał się o tym na własnej skórze. Potwierdziły to także wyniki jego następcy Heikkiego Kovalainena.

źródło:sport.pl


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Kary dla Wisły Kraków
Autor: M@$SA @ 2008-11-25, 15:24
Baszczu i Sobol ukarani

Dwaj piłkarze Wisły Kraków - Marcin Baszczyński i Radosław Sobolewski - zostali ukarani przez władze klubu karami finansowymi za ich postawę w meczu ligowym przeciwko Śląskowi Wrocław. Nie podano jednak kwot kar.

Zarząd Wisły Kraków SA uważa, że ich wysokość jest adekwatna do przewinień popełnionych przez obu piłkarzy - można przeczytać w wydanym komunikacie.

Baszczyński i Sobolewski zostali ukarani czerwonymi karkami w trakcie niedzielnego meczu piłkarskiej ekstraklasy Śląsk - Wisła (2:1).

Obaj mają jednak zagrać w środowym meczu Pucharu Ekstraklasy przeciwko Cracovii. W derbowym pojedynku ma za to zabraknąć podstawowego napastnika Białej Gwiazdy Pawła Brożka oraz Juniora Diaza.

źródło:interia.pl


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Piękny mecz, polaków w Dublinie
Autor: M@$SA @ 2008-11-20, 14:58
PIĘKNA WALKA, PIĘKNE EMOCJE, PIĘKNY WYNIK

Niesamowita kanonada w ostatnich minutach w Dublinie, ale to Polska lepsza od Irlandii! 3:2 kończy słaby rok kadry Leo Beenhakkera

Lepiej zacząć się nie mogło. W drugiej minucie faulowany Łukasz Garguła sam dośrodkował w pole karne. Tam najwyżej wyskoczył Mariusz Lewandowski i strzałem tyłem głowy pokonał Shaya Givena. To pierwszy gol polskiej reprezentacji strzelony po stałym fragmencie (nie licząc karnego Żewłakowa ze Słowenią) od czerwca 2007 roku. Wtedy gola po wrzutce Krzynówka z wolnego strzelił w Baku Azerbejdżanowi Ebi Smolarek.

Garguła zagrał, bo kontuzjowany jest Rafał Murawski. Odrodził się w Bełchatowie, w lidze strzela gole z wolnych. Wczoraj dał reprezentacji to, co dawał dwa lata temu przed kontuzją pachwiny, która zahamowała jego rozwój. Jedno dotknięcie piłki spowodowało, że Polska prowadziła. Szkoda, że tych dotknięć nie było w pierwszej połowie więcej. W ogóle bowiem polscy piłkarze mało dotykali piłkę. Pozwolili na to Irlandczykom, którym przed przerwą oddali inicjatywę. Na szczęście tylko przed przerwą.

Nie byli w stanie nawiązać walki i odebrać piłki. Mariusz Lewandowski harował jak wół, biegał wszerz boiska, Czasem odzyskał piłkę, ale zdarzały mu się straty, które powinny skończyć się katastrofą. Spustoszenie w polskim zespole siał Damien Duff. Szybki jak ferrari objeżdżał Jakuba Wawrzyniaka, ale strzelał niecelnie. Obrońca Legii przegrał jeden pojedynek biegowy z byłym zawodnikiem Chelsea i potem nie mógł się odnaleźć. Otrząsnął się i uspokoił dopiero po przerwie. Jak zresztą cały zespół.

Wcześniej sam M. Lewandowski niewiele mógł w środku zdziałać, bo nie miał odpowiedniego wsparcia Garguły. Problemem Garguły był Rafał Boguski. A Boguskiego - Garguła. Nie mogli sobie znaleźć miejsca, dublowali pozycje, wybierali złe rozwiązania. Boguski zagrał dopiero drugi raz w kadrze i to było widać. Przestraszony towarzystwem i okolicznościami, w jakich przyszło mu wystąpić nie był tak kreatywny i błyskotliwy jak w Wiśle. Po przerwie zszedł na prawe skrzydło i pokazał, że w piłkę grać umie. W 57. min kapitalnie podał do R. Lewandowskiego, ale ten nie trafił w idealnej sytuacji. To było ostatnie i właściwie jedyne dobre zagranie Boguskiego w meczu.

Niewiele takich miał również Paweł Brożek. Widać po nim, że stracił świeżość i witalność z początku sezonu. On ma w nogach około dwóch tysięcy minut spędzonych na boisku w różnych spotkaniach. Dlatego m.in. nie wykorzystał sytuacji sam na sam w 41. min, kiedy już-już miał strzelać, ale w ostatniej chwili obrońca wybił piłkę. Ale absolutnie jego pozycja jako napastnika numer jeden w kadrze nie została zachwiana.

W pierwszej połowie błąd Polaków polegał na tym, że oddali rywalom miejsce. Próżno było szukać akcji z kilkoma podaniami. Jedyny Polak, któremu zespół Trapattoniego pozwalał dłużej trzymać piłkę nazywał się Łukasz Fabiański. Kiedy musiał rozgrywać, było źle. A wybicia nogą niecelne. Ale on nie jest od kopania piłki, tylko łapania i bronienia. A to wychodziło mu przed przerwą świetnie. Nie popełnił ani jednego błędu, potrafił wyjść i wyłapać piłkę nawet na 10-12 metrze. Dał drużynie pewność. Raz tylko wypuścił piłkę z rąk, ale był faulowany w polu bramkowym, czego islandzki sędzia nie raczył zauważyć.

Wszystko, co dobre w polskim zespole, związane było przed przerwą z Kubą Błaszczykowskim. Jego szybkość, technika, odwaga dawały poczucie, że mamy piłkarza światowej klasy. Był nie do zatrzymania i upilnowania. Odwrotnie niż Jacek Krzynówek. Różnica między skrzydłowymi była aż nadto widoczna. Jeden błyskotliwy, przebojowy, z podniesioną głową, pewny swoich zagrań. Drugi zagubiony, gnębiony w klubie, notorycznie sadzany na ławce nie potrafił dobrze kopnąć piłki. Po przerwie raz strzelił niecelnie, pojedynku jeden na jednego nie wygrał żadnego. Choć się starał, ale o nim wiadomo, że w formie będzie dopiero gdy zacznie grać. Czyli w przyszłym sezonie, kiedy wyzwoli się z Wolfsburga. Pod koniec został brutalnie sfaulowany i zszedł w 80. min. Leo Beenhakker przytulił go i wyściskał serdecznie jak syna.

Po przerwie Polacy zaczęli grać w piłkę i piłką. Było im łatwiej, bo nim mecz na dobre został wznowiony Roger strzelił kapitalną bramkę zza pola karnego. Później jednak grał słabo, jak na dłoni było widać, czemu w Legii był ostatnio rezerwowym. Podawał do tyłu, niedokładnie i niechlujnie.

Ale jego gol zniechęcił Irlandczyków. Już nie atakowali z taką pasją i siłą. Inna sprawa, że wtedy już Polakom wrócił spokój i opanowanie. Zaczęli szanować i trzymać piłkę, a nie tylko pozbywać się jej najszybciej jak potrafili. Zdarzyły im się akcje z kilkoma lub więcej podaniami na połowie rywala. Okazje miał R. Lewandowski i Peszko. Im brakuje doświadczenia - wczoraj aż jedenastu zawodników, którzy grali miało mniej niż 20 meczów w reprezentacji. Dodatkowo zdecydowana większość występuje w polskiej lidze.

Egzamin jednak zdali. Szczególnie ci doświadczeni piłkarze jak M. Lewandowski czy Dudka, który harował jako ostatni obrońca do kresu sił. Wybijał piłki, asekurował kolegów. A to, co zrobił w 84. min kiedy wybił piłkę sprzed linii śmiało można nazwać interwencją meczu. Odebrał Błaszczykowskiemu tytuł mvp meczu. Chwilę później świetnie interweniował Wawrzyniak naprawiając błąd kolegów i wydawało się, że koniec emocji. Zadbał o nie Jodłowiec bezmyślnie faulując rywala w polu karnym. Hunt pewnie pokonał Fabiańskiego z 11 m. Tego, co wydarzyło się potem, nie przewidziałby nikt. Wydarzenia wyrwały się spod kontroli wszystkich.

Najpierw wydało się, że irlandzka nadzieja zgasła natychmiast. R. Lewandowski strzelił kapitalnego gola i Croke Park znowu był biało-czerwony. Prawie 30 tys. Polaków nie kryło łez wzruszenia krzycząc dziękujemy, dziękujemy. Krzyk nie przebrzmiał, gdy irlandzki honor obronił Andrews strzelając za wcześnie Polakom rozluźnionym drugiego gola. Jeszcze dwa rzuty rożne i można było odetchnąć.

Wynik jest taki, jak być powinien - po wygranych z Czechami to dopiero drugi wartościowy rywal pokonany przez zespół Beenhakkera w tym roku. Niech to zwycięstwo zaowocuje trzema punktami zdobytymi w marcowym meczu eliminacji MŚ w Belfaście z Irlandią Płn. Można było zwyciężyć w Dublinie, niech uda się w Belfaście.

Irlandia
Bramki:
S. Hunt (88. - karny), Andrews (90.)
Skład:
Given - McShane (60. Bruce), O'Shea, Dunne, Kilbane - Keogh (60. S. Hunt), Gibson (72. Andrews), Whelan, Duff (67. Long) - Doyle (60. N. Hunt), Folan23
22 Poł201 Poł1Croke Park, Dublin

Polska
Bramki:
M. Lewandowski (3.), Roger (47.), R. Lewandowski (89.)
Skład:
Fabiański - Wasilewski, Bosacki, Dudka, Wawrzyniak - Błaszczykowski (46. Roger), M. Lewandowski, Garguła, Krzynówek (81. Jodłowiec), Boguski (70. Peszko) - Paweł Brożek (46. R. Lewandowski)

źródło:własne


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Manchester City
Autor: Daniel G @ 2008-11-16, 13:38
Będziemy tak mocni, jak Real Madryt



Były gwiazdor Realu Madryt, Brazylijczyk Robinho, który za 38 milionów euro trafił do Manchester City uważa, że jego nowy klub stanie się taką piłkarską potęgą jak zespół Królewskich.

- Mam nadzieję, że razem ze swoim nowym klubem zapiszemy się w historii futbolu. Jestem bardzo zadowolony, że tutaj trafiłem - mówi Robinho.

- Jestem w świetnej formie i liczę na to, że tak będzie długo. Chcę zostać najlepszym piłkarzem na świecie - taki mam cel.

Menedżer The Citizens Mark Hughes liczy na wsparcie ze strony właścicieli klubu, którzy według nieoficjalnych informacji mają przeznaczyć na transfery ok 200 milionów funtów. Jednym z celów transferowych Hughes'a jest Kaka - gwiazdor AC Milan.

- To znakomity piłkarz i mam nadzieję, że trafi do naszego zespołu - mówi Robinho. - Mam nadzieję, że niedługo staniuemy się taką potęgą jak Real Madryt.


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Liga Mistrzów: czas pierwszych rozstrzygnięć, hit w Liverpoo
Autor: Daniel G @ 2008-11-04, 16:27
Liga Mistrzów: czas pierwszych rozstrzygnięć, hit w Liverpoolu...



Przed nami 4. kolejka rozgrywek w prestiżowej piłkarskiej Lidze Mistrzów. Już we wtorek możemy poznać pierwsze zespoły, które zapewnią sobie awans do 1/8 finału rozgrywek. Szansę na to mają: Chelsea Londyn, Inter Mediolan, FC Barcelona, Liverpool FC i Atletico Madryt.

W grupie D Liverpool FC spotka się u siebie z Atletico Madryt. Obydwa kluby mają w dorobku po 7 pkt. i są bliskie awansu do 1/8 finału.

Być może po kontuzji do składu Liverpoolu wróci Fernando Torres. Dwa tygodnie temu nie wystąpił w potyczce przeciwko swemu dawnemu klubowi w Hiszpanii (1:1), a teraz zapewne rozpocznie mecz wśród rezerwowych. - Mam nadzieję, że wszystko jest już w porządku - powiedział trener Rafael Benitez na oficjalnej stronie Liverpoolu.
Mimo że Anglicy zagrają na własnym stadionie, nie są faworytem. Liverpool nie wygrał żadnego z ostatnich pięciu spotkań w LM w roli gospodarza przeciwko ekipom z Hiszpanii, a dodatkowo od czterech meczów nie strzelił bramki. Natomiast Atletico regularnie nie przegrywa na wyjazdach.

Tak dobrych statystyk klub z Madrytu nie ma w lidze hiszpańskiej. W sobotę wygrał z Realem Mallorca 2:0 (dwie bramki Sergio Aguero), ale to było pierwsze zwycięstwo od ponad miesiąca. - Ten triumf jest dla nas ulgą. Opuściliśmy oddział intensywnej terapii, a teraz pozostajemy na obserwacji - obrazowo opisał stan swego zespołu szkoleniowiec Javier Aguirre.

Inny klub z Anglii - Chelsea Londyn spotka się na wyjeździe z AS Roma. Londyńczycy z dorobkiem 7 pkt. są liderem gr. A, a w trzech kolejkach nie stracili nawet gola. Trener Luiz Felipe Scolari nie będzie mógł skorzystać z kontuzjowanych: obrońcy Ricardo Carvalho oraz pomocników Michaela Ballacka i Michaela Essiena. Niepewny jest też występ Ashleya Cole'a, który doznał urazu w ligowej konfrontacji z Sunderlandem (5:0).

Chelsea strzela sporo bramek, zaś Roma - wiele traci. W dziewięciu kolejkach Serie A straciła 17. Rzymianie przegrywają mecze za meczem w lidze włoskiej, a w tabeli zajmują 17. miejsce.

Jedynym klubem, który na półmetku fazy grupowej LM zgromadził komplet punktów jest hiszpańska Barcelona. Katalończycy, którzy prowadzą w gr. C, zagrają u siebie z FC Basel. Dwa tygodnie temu Barcelona wygrała w Szwajcarii 5:0.

Ciekawie zapowiada się potyczka klubu Łukasza Sosina - Anorthosisu Famagusta Larnaka z Interem Mediolan. Na papierze Cypryjczycy nie mają żadnych szans - w Mediolanie przegrali ze sławnym przeciwnikiem 0:1, zaś ich dwa wcześniejsze mecze u siebie przeciwko włoskim drużynom kończyły się porażkami po 0:4 (z Juventusem i Palermo). Inter poprzednio (jednocześnie jedyny raz) grał na Cyprze w sezonie 1993/94 - w Pucharze UEFA zremisował z Apollonem Limassol 3:3.

Program meczów 4. kolejki:
wtorek, 4 listopada:

Grupa A:
CFR Cluj - Girondins Bordeaux 20.45
AS Roma - Chelsea Londyn 20.45

Grupa B:
Anorthosis Famagusta - Inter Mediolan 20.45
Werder Brema - Panathinaikos Ateny 20.45

Grupa C:
Sporting Lizbona - Szachtar Donieck 20.45
FC Barcelona - FC Basel 20.45

Grupa D:
FC Liverpool - Atletico Madryt 20.45
Olympique Marsylia - PSV Eindhoven 20.45


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Pierwszy mistrz!
Autor: Daniel G @ 2008-11-01, 08:20
BATE Borysów mistrzem Białorusi




BATE Borysów wygrało w piątek z Torpedo Żodino 2:1 i zapewniło sobie, na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek, trzeci z rzędu tytuł piłkarskiego mistrza Białorusi.

BATE Borysów jest pierwszym białoruskim zespołem, który występuje w Lidze Mistrzów i na razie nie przynosi wstydu kibicom, mając na koncie jedną porażkę z Realem Madryt (0:2) oraz remisy z Juventusem Turyn (2:2) i z Zenitem Sankt Petersburg (1:1).


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Ostre spięcie między Polską a Ukrainą ws. Euro 2012
Autor: Daniel G @ 2008-10-31, 20:00
Ostre spięcie między Polską a Ukrainą ws. Euro 2012




Minister ds. rodziny, młodzieży i sportu Ukrainy Jurij Pawłenko zwrócił się oficjalnie do ministra sportu RP Mirosława Drzewieckiego z żądaniem wyjaśnienia oświadczeń polskich osób urzędowych na temat możliwości rezygnacji z Ukrainy, jako partnera w organizacji Euro 2012.

Minister Pawłenko poinformował o tym w piątek, odpowiadając na pytania dziennikarzy podczas konferencji prasowej na temat Rola i znaczenie biznesu w sporcie.

- ficjalnie zwróciłem się do swego kolegi, ministra sportu Polski z żądaniem przedstawienia wyjaśnień w tej sprawie - powiedział Pawłenko. Dodał, że w czasie spotkań na wszystkich szczeblach - prezydenckich, szefów rządów, ministerialnych - osiągnięto ostateczne decyzje: ani Polska, ani Ukraina nie szukają dla siebie innych partnerów. - Polska i Ukraina - jedna drużyna w przygotowaniach do Euro 2012. Dwa państwa - jeden turniej - takie są główne hasła naszej współpracy i one trwały do ostatniego przypadku - pokreślił minister Pawłenko.

Przy okazji minister Pawłenko zakomunikował, że nowy szef Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorz Lato, który wyraził konfliktowe zdanie, już je zdementował. Pawłenko wyraził nadzieje, że swe słowa Lato wypowiedział w nastroju euforii po wyborze na stanowisko prezesa PZPN, a odpowiedź polskiego kolegi, ministra sportu potwierdzi wszystkie wcześniej osiągnięte porozumienia.

Poza tym zauważył, że odpowiednie wnioski będą wyciągnięte wobec zastępcy przewodniczącego Narodowej Agencji ds. Euro 2012 Jewhena Wilinskiego, którego słowa o rzekomym wstrzymaniu prac przygotowawczych do Euro na Ukrainie sprowokowały oświadczenia strony polskiej. - Wilinski i UNIAN nie był upoważniony do tego rodzaju wypowiedzi. To prerogatywa wicepremiera Iwana Wasiunyka i odpowiednich ministerstw - oznajmił minister Pawłenko.

30 października jedna z ukraińskich agencji informacyjnych podała, powołując się na Wilinskiego, informację o rzekomym wstrzymaniu prac na 80 procentach obiektów Euro 2012. W tym samym dniu nowy szef PZPN Grzegorz Lato powiedział. - Polska w każdych okolicznościach wypełni swe zobowiązania, a jeśli Ukraina tego nie zrobi, wtedy możemy przeprowadzić turniej z Niemcami.


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Bracia Bryanonie pokonani!!!
Autor: M@$SA @ 2008-10-31, 13:55
Masters Series ATP: Zwycięstwo Fyrstenberga i Matkowskiego

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski pokonali rozstawionych z numerem jeden amerykańskich bliźniaków Boba i Mike'a Bryanów 6:4, 4:6, 10:5 (w super tie-breaku) w drugiej rundzie debla turnieju Masters Series ATP w paryskiej hali Bercy (z pulą nagród 2,27 mln euro).

Dzięki zwycięstwu polski debel awansował do ćwierćfinału turnieju w Paryżu, a przede wszystkim zachował szanse na grę w prestiżowym Masters Cup w Szanghaju.

To kolejny ogromny sukces naszej pary - dwa tygodnie temu wygrali mocno obsadzone zawody ATP w Madrycie, teraz wyeliminowali z turnieju od najlepszy debel świata, których dominacja była porównywana do panowania Rogera Federera. Trzeba jednak dodać, że jeden z braci Bryanów uskarżał się ostatnio na kontuzję.

Przypomnijmy: polski debel tak jak Agnieszka Radwańska, walczy wciąż o udział w Turnieju Mistrzów - elitarnym i świetnie płatnym. Raz już w takich zawodach występowali: dwa lata temu w Szanghaju przegrali wszystkie trzy mecze w grupie i odpadli.

Radwańska pojedzie na Masters do Kataru w roli rezerwowej - zagra, jeśli któraś z ośmiu zawodniczek się wycofa.

źródło:sport.pl


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Janković zaatakowana przez kosowskich hakerów
Autor: M@$SA @ 2008-10-28, 14:26
Janković zaatakowana przez kosowskich hakerów

Oficjalna strona internetowa liderki rankingu tenisistek, Serbki Jeleny Janković w nocy z wtorku na środę zaatakowana została przez grupę kosowskich hakerów. Przez kilkanaście godzin pod adresem www.jj-jelenajankovic.com można było przeczytać krótki komunikat : To jest nasza zemsta, Republika Kosowa.


Odpowiedzialna za całe zamieszanie jest grupa podpisująca się jako Albania & Kosova Hackers Group, która w środę zakłóciła funkcjonowanie nie tylko strony internetowej Janković, ale wdarła się także na serwery bośniackich i czarnogórskich urzędów, w tym Ministerstwa Rolnictwa i Parlamentu w Serbii.

Hakerzy, którzy zablokowali stronę serbskiej zawodniczki, znani są już z podobnego wcześniej działania. Trzy lata temu zaatakowali sieć, użytkowaną przez Francuskie Siły Pokojowe, które stacjonowały wówczas w Kosowie.

Janković, to obok Any Ivanović i Novaka Djokovicia jedna z najbardziej rozpoznawalnych sportowców w swoim kraju. (Była nawet wybierana Sportowcem Roku). 24-latka z Belgradu ma na swoim koncie tytuł mistrzyni Wimbledonu w grze mieszanej oraz udział w finale US Open w roku 2007. Tegorocznymi występami bez problemu zapewniła sobie udział w turnieju Masters Cup w Dausze, gdzie już 4 listopada wystąpi osiem czołowych tenisistek na świecie (Agnieszka Radwańska będzie tam pierwszą rezerwową) oraz pozycję numeru jeden na świecie.

Republika Kosowa niepodległość ogłosiła 17 lutego 2008 roku, ale wciąż przez władze serbskie uważana jest za integralną część terytorium Serbii. Kosowo od lat stanowi punkt sporny pomiędzy ludnością serbską a albańską a konfliktu pomimo licznych prób wciąż nie jest w stanie rozwiązać ONZ, które od zakończenia wojny (1999) sprawuje nad nim protektorat.

źrodło:sport.pl


Komentarze: 0 :: Zobacz komentarze (Dodaj swój komentarz)

Turnieje FIFA - elitaFIFA || Sagemy.pl - Darmowe Motywy || Sony Ericsson World || Info-Tuning - Forum Tuningowe || Sony Ericsson Forum || Forum skutery || Francuski Hip Hop || Pirateboard - Warez, Forum warezowe, Moorhunt, Rapidshare || Warez

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - manga
Style created by JrQ-
Strona wygenerowana w 0,37 sekundy. Zapytań do SQL: 12